Sześć godzin na granicy. Największy szok że tak dokładnie przetrzepali nam bagaże. Nawet musiałam rozerwać oryginalne opakowanie fairy. Jesteśmy bez Facebooka, bez WhatsAppa, bez YouTube. Mam WiFi, ale doszło tylko kilka i wiadomości z messengera i odpowiedzieć już nie mogę.
Dziś zauważyłam, że mogłam dodać komentarz na blogu Rybeńki.
Próbuję więc może i mój post wejdzie.
Pięknie tu, spokojnie. Przypominam sobie trochę język uczony w szkole, ale głównie synowa tłumaczy,albo translator.
Czuć że inny świat. Widzę że zdjęcie jednak nie mogę dodać.








