sobota, 30 marca 2024

Świąteczny czas

Aż boję się otwierać messengera bo zewsząd płyną obrazki metodą kopiuj - wklej. Zamiast tego wolałabym  kilka słów od serca.

Dla mnie to trudny czas, bo pójdę jutro do kościoła z Grześkiem i będę mieć świadomość, że przez swój wybór nie mogę w pełni uczestniczyć. A jednak mam poczucie, że Bóg w Którego wierzę, Który oddał za mnie życie nie skreśli mnie , bo wybrałam Miłość i nie potrafię, nie chcę żałować.

Martwię się o mojego tatę - od czterech tygodni na oiomie. Najpierw padaczka alkoholowa, sepsa, zachłystowe zapalenie płuc. Respirator, potem traheotomia...strach, gdy dzwonił telefon. Czas odwiedzin 13-14 i 17-18 W niedzielę najpierw byłam z Pysią, potem z siostrą - czasem spojrzał, ale nawet nie wiem, czy poznał. W czwartek szok - przyjechałam, przytomny, chciał mówić (zrozumiałam tylko, że chciał wyjść do wc ) pisać  - oczywiście nie ma mowy, bo za słaby.Szybko połączyłam się z siostrą przez kamerkę, żeby chociaż go zobaczyła jak przytomny - poznał, uśmiechnął się

Wczoraj kolejna dobra wiadomość - zjadł kleik i marchwiankę (do tej pory karmiony przez sondę)Co dalej nie wiem, ale nic nie zależy ode mnie.


Dla wszystkich świętujących - Zdrowych, pełnych  miłości i spokoju Świąt. Doceniajcie każdą chwilę spędzoną z najbliższymi. 




poniedziałek, 18 marca 2024

Rozwód i co dalej?

 Przeczytałam kiedyś, że dla dzieci rozwód rodziców jest tak samo traumatyczny jak ich śmierć. Pamiętam, że strasznie mnie to oburzyło i nie potrafiłam się z tym zgodzić. Uważam, że czasem rozwód to jedyne wyjście, choć to porażka.

Moja rozprawa rozwodowa nie trwała długo, jeden świadek, przerwa na naradę i już  - bez mediacji, choć gzub był mały. Zawsze priorytetem było dobro dzieci, więc nie wciągałam je w nasze problemy, nie mówiłam źle przy nich o ich tacie, ze starszymi trzeba było pewne kwestie wyjaśnić, ale generalnie myślałam o tym, żeby uchronić je, ile się da. To nie był łatwy czas, co przeżyłam, to moje. Miałam stany depresyjne, brałam leki, chodziłam do psychologa. 

Początki nie były łatwe, z czasem nauczyliśmy się funkcjonować.

I jak teraz sięgam pamięcią to pierwszy mały cud wydarzył się rok temu. Zaprosiłam Sołtysa na wielkanocny obiad. Troszkę było ciasno, bo były dzieciaki i siostra z dziećmi, ale jakoś się pomieściliśmy. Byłam zestresowana mimo wszystko, zwłaszcza, że Tomek był w pracy w Norwegii, ale  okazało się, że jak się bardzo chce, to można się dogadać. 

I to był przełom. Od tego dnia już częściej się spotykaliśmy (albo u dzieciaków, albo u nas jak trzeba było pogadać o Grzesiu)

 A Wigilię obchodziliśmy u Pysi, tym razem wszyscy, nawet z Sopotu przyjechał jeden z synów Tomka. To był dobry czas, lepiliśmy pierogi, łamaliśmy się opłatkiem, zjedliśmy wspólną wieczerzę, oglądaliśmy Kevina i dużo rozmawialiśmy. A potem mi Pysia mówiła, że to były najfajniejsze święta!

Jak się chce to można ;D


„Jak ktoś chce, to szuka sposobu. Jak ktoś nie chce, to szuka powodu” – autor nieznany

 



Warto znać swoją wartość!


I jeszcze jedno, co mnie zachwyciło