Tomek pojechał do wnuka wcześniej,ja musiałam czekać do soboty.Umowilam się z Zolinką (w końcu jest cioteczną babcią i też nie mogła się doczekać)że wybierzemy się razem.
Cieszyłyśmy się na wspólną podróż, bo w końcu mogłyśmy sobie spokojnie poplotkować.Podróż miała trwać 3,5 godz.
Okazało się, że i roboty drogowe i ulewny deszcz były powodem, że do domu dojechałyśmy po 7,5 godzinach😱
Wnuczek prześliczny😍😍😍 3.500,a taki maleńki Cudownie było trzymać go w ramionach...a potem troszkę ścierpła szyja i coś tak w kręgosłupie się odzywało😱
Ja jednak cieszyłam się,że mam mocny sen i spałam jak zabita, Zolinka za to budziła się kilka razy,jak młoda matka 🤣🤣
W niedzielę poszlismy na długi spacer
a potem na Monciak po ciepłe drożdżówki i pączki🙂
I świetowaliśmy znów, młodzi odebrali wyniki badań sanko i okazało się, w lutym spodziewają się córeczki.
Normalnie pełnia szczęścia.
A dodatkowo Grzesiek miał drugi mecz w nowym klubie (ze 150 chętnych wybrali 23!) i strzelił dwa gole😃
Ciekawi mnie, to mnie jeszcze czyta skoro tak rzadko jestem.
Dajcie znać 😃






